Niestety dopadło mnie jakieś przeziębienie i przez pare dni byłam ciałem i duchem nieobecna.
Janek też został na wszelki wypadek w domu bo zaczął coś posmarkiwać i pokasływać, a i tak mamy ferie więc niech sobie chłopak w domu posiedzi...choć nudzi mu się już niemiłosiernie. Były już farby, kredki, plastelinki, bajki, książki kolorowanki, gotowanie razem obiadu...ale widać to nie wystarcza.
Chorowanie w ciąży do najprzyjemniejszych nie należy. Nie dość że niewiele farmaceutyków można przyjąć i się wspomóc to jeszcze każde kichnięcie i kaszlnięcie powoduje parcie na pęcherz, a pod koniec dnia boli już cały brzuch.
Oczywiście w ruch poszły herbatki z malinkami i cytrynką, miodki i inne zioła ale nie wiele to pomaga.
Nawet inhalator pożyczyłam od Janka by sobie ulżyć. Dziś i tak nie jest już tragicznie. Wszak kaszel jest i znając moje możliwości pozostanie jeszcze na bardzo długo ale chociaż nie ma bólu głowy i zatok.
Dziś rozpoczęliśmy 24 tydzień ciąży i powoli rozkręca się u mnie syndrom wicia gniazda.Najlepiej to chciałabym mieć już wszystko dziś i na raz gotowe i patrzeć się i delektować tym widokiem.
Niestety trochę pracy muszę w to włożyć żeby uzyskać efekt końcowy: czyli pięknie ułożone ubranka w szafkach, pachnące, wyprasowane i gotowe na przybycie małej księżniczki.
Powiem szczerze, że już ogarnęłam się z myślą bycia mamą dziewczynki.
Powoli jak kurierzy przynoszą dziewczęce fatałaszki zaczynam się rozkręcać, młoda w brzuchu też nie pozostaje obojętna bo łomocze w dzień i w nocy. Cieszę się bardzo z tego powodu, bo mam świadomość że to moja ostatnia ciążą, że więcej tego nie uświadczę, więc delektuję się nawet mocnymi boksami w pęcherz.
Troszkę roboty mnie czeka, nie powiem: muszę posortować rzeczy po Jaśku, zobaczyć co jest unisex i nadawało by się dla małej, resztę wystawić na aukcję.
Zrobić listę braków.
Wybyć na zakupy wyprawkowe.
Zrobić miejsce w szafie dla nowego członka rodziny co nie będzie łatwe.
Wyprać wszystko i wyprasować - coś czego najbardziej nie lubię.
Cały czas zastanawiam się co potrzebne jest takiej małej damie na sam początek.
No i wybrać imię musimy bo na razie to wahamy się i zastanawiamy i nie możemy się zdecydować.
Chyba zostanie jednak to imię które wybieraliśmy jak byłam jeszcze w ciąży z Jankiem i nie znaliśmy jeszcze płci.
Powoli rozglądam się też na gadżetami dla mnie: planuję zakupić sobie poduszkę rogala bo śpi mi się już koszmarnie.
No i sen z powiek spędza mi laktator. Pamiętam że przy Jaśku był mi bardzo pomocny, mieliśmy wtedy laktator podstawowy, ręczny gdyż nie wiedziałam czy w ogóle mi się przyda. Teraz planuję zakupić elektryczny, planowałam zakup Medeli Swing ale patrząc na ceny nawet tych używanych chyba zrezygnuję.
Może macie jeszcze pomysł, który z modeli laktatorów elektrycznych jest godny polecenia i nie budził by wszystkich domowników i sąsiadów?? A może ktoś z was sprzedaje?
Monitoruje aukcje i czekam że może trafi mi się jakaś okazja, czasem cuda się zdarzają.
Niestety z kosztami musimy się teraz liczyć, wyprawka jednak kosztuje a potrzeby są jak wiecie ogromne.
Powolutku, krok po kroku będziemy kompletować. mamy czas do początku czerwca.
Jak patrzę na te miniaturowe ubranka chciałabym by już był czerwiec.



