Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaś. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 grudnia 2017

Wstyd mi!

Oj ale mi wstyd. Tyle czasu mnie tu nie było i nawet nie wiem od czego mam zacząć.
Może od usprawiedliwienia?
Może chociaż spróbuję się wytłumaczyć.
Czas...czas to główny winowajca. Nie mam chwili wytchnienia, nie tylko do pisania bo to by się po nocy dało zrobić, ale choć czas na zastanowienie się o czym ciekawym napisać.
Samo pisanie dla pisania jest nudne i Was też pewnie by znudziło.
Adaś to nie to samo dziecko co Jaś, a powiem więcej - to diabeł wcielony - typowy HNB (High Need Baby). Nie śpi, nie bawi się sam, generalnie z wszystkim jest na nie, więc w grę wchodzi tylko noszenie bo z tej perspektywy się nie drze,
Tak więc dni spędzamy na noszeniu się na rączkach albo w naszej kochanej pomocy chuście tkanej, która powoli staje się niewygodna dla klocuszka i czas ją zmienić na bardziej nośną.

Dziś z grubsza przybliżę Wam co się u Nas dzieje a potem w kolejnych postach rozwinę niektóre wątki.
No i przypominam, że bardziej na bieżąco jesteśmy na INSTAGRAMIE - po prostu szybciej mi jest wrzucić zdjęcie z krótkim opisem niż tworzyć elaboraty.

Adaś niebawem kończy 6 miesięcy !!!!!
Czy Wy nadążacie??? 6 miesięcy - bo ja nie nadążam. Czas pędzi mi nieubłaganie.
Jeszcze niedawno walczyliśmy z nawałami, karmieniem a teraz zaczynamy powoli rozszerzać dietę. To niesamowite a zarazem smutne że czas tak szybko ucieka a nam pozostają tylko zdjęcia.
Choć powiem, że nie tęsknie aż tak bardzo za minionym niemowlęcym czasem. To nie był łatwy okres dla nas mimo wszystko. Adam mało spał, marudził i marudził. Teraz niewiele się zmieniło, ale jednak jest lżej bo czasem się nawet zajmie zabawką lub karuzelą.
Adaś jeszcze nie raczkuje, i na razie nie widzę zainteresowania w podnoszeniu ciężkiego tyłeczka.
na razie przewraca się tylko z pleców na brzuszek i czasem tylko w drugą stronę, a głównie dlatego że nie ma potrzeby leżenia na plecach.
Jak babcię kocham to na prawdę dziwne dziecko, bo biedaczysko nie ma już siły leżeć na brzuchu, ręce się trzęsą, głową ryje już po macie ale nie, gdzie tam, na plecach be...jak tylko go obrócę na siłę na plecy to beczy i w sekundę jest znowu na brzuchu - a, że nadal jest zmęczony to buczy z samego faktu, że nie daje rady. Ot i tak się właśnie bawimy.
Noszę go tylko mata, łóżeczko, chusta, bujak, i tak w kółko bo weny mi brak jak mu jeszcze dogodzić.
Zabawki nie zajmują go zbytnio. Czasem jak coś mu spasuje to zajmie się z 2-3 minuty, ale generalnie woli beczeć. Mam nadzieję, że im starszy to mu przejdzie, bo jak na razie mam wrażenie że ogarnął go przewlekły skok rozwojowy. Tak czy inaczej podejrzewam, że współtowarzyszem tego nastroju są zęby, których Adam jeszcze nie ma, ale dorobił się za to opuchniętych dziąseł. Jak pójdzie w ślady brata, będzie jojczył na te zęby jeszcze pół roku. Jaśkowi wyszły równo na roczek.

A Jaś???
Jaś to już dorosły chłopaczysko. Teraz doceniam jakie miałam grzeczne dzieciątko bo kontrast jest dość mocno zauważalny.
Jasio grzecznie chodzi do przedszkola i jak zawsze ma milion zainteresowań.
Przerabiamy właśnie ptaki (poznaje już większość gatunków), między czasie mapy, samoloty, autobusy, statki, pociągi jego miłość...oj długo by wymieniać.
Jaś polubił też bardzo kolorowanie i rysowanie, bo już się bałam, że nigdy nie zacznie sam rysować. Teraz to robi namiętnie na każdym skrawku papieru.
W ogóle zrobił się bardzo wygadany i mądry.
Czasem też daje w kość co dziwne i takie nie Jasiowe, ale w porównaniu do Adama to aniołek.

A ja?
Ja umęczona. Niewyspana.
Pierwsze co bym zrobiła gdybym mogła to porządnie bym się wyspała.
Jestem też już po operacji jajników, ale to opiszę Wam innym razem.

Zbliżają się święta, więc czeka nas to całe przygotowanie magicznych Świąt już we czwórkę, a pamiętam dokładnie tamten rok, i te okropne nudności, przez które nie mogłam nawet pokusić się o łakomstwo.

No i  u dzieci był też Mikołaj...szkoda, że do mnie nie zawitał - a tak ładnie buty wyczyściłam.

PS. Postaram się pisać częściej.















czwartek, 11 maja 2017

Wicie gniazda

Oj dawno mnie nie było.
Wszystko w porządku, młody rośnie a ja z nim.


Teoretycznie zostało nam 27 dni do porodu a praktycznie mam nadzieję, że młodzian pójdzie w ślady brata i pokaże się 2 tyg wcześniej. Czekam tylko do 38 tyg i będziemy już spokojnie wykurzać malucha ;-)
Już mamy prawie wszystko gotowe: łóżeczko stoi, wózek odświeżony, ubranka poskładane, dopierają się jeszcze ostatnie niedobitki ... torba dla mnie prawie spakowana tylko dla młodziana nie wiem co przygotować na wyjście patrząc na to jak szybko zmienia się pogoda.

Jaś też coraz częściej pyta się kiedy dzidziuś się urodzi i dzielnie uczestniczy w przygotowaniach, najlepiej wychodzi mu czyszczenie kół od wózka chusteczkami niemowlęcymi :-)
Jutro też jego wielki dzień, dzień 4 urodzin Jaśka - jakby to było wczoraj -  a tu czekamy na maleństwo nr 2.
Nie mogę w to wszystko uwierzyć.

Tylko ja coś niedomagam, pierw przypałętała się do nas jelitówka, a teraz jakiś cholerny ból gardła i męczący suchy kaszel, przez który zaczyna boleć mnie coraz bardziej ten wielki brzuszysko.
Mam nadzieje, że dotrwamy do 38 tygodnia i przez ten kaszel nie urodzę wcześniej bo chciałabym by jednak młodzian wyszedł po skończonym 38 tygodniu czyli najwcześniej po 25 Maja. No i niech oszczędzi mi tego 26 Maja bo chciałabym jeszcze pójść do przedszkola Jasia na imprezkę na dzień mamy i taty.
Zatem zamawiam date 29 Maja - wtedy kochanieńki możesz wychodzić, będzie po weekendzie, będę odpoczęta, wtedy masz zielone światło :-) oczywiście pewnie zrobi jak chce, choć z Jankiem zawarłam pakt i urodził się dokładnie w tym dniu w którym to sobie z Jankiem ustaliliśmy :-) ale nic dwa razy się nie zdarza - no chyba że mam bardzo usłuchane dzieci :-)

Zatem czekamy.....


niedziela, 14 lutego 2016

Taki szybki skrót wiadomości :)

Witam i przepraszam za tak długą nieobecność.
Szczerze to nie wyrabiam, wciąż nie mam czasu, a jak już go znajdę to nie wiem od czego zacząć...tak długo mnie tu nie było, że sama się zastanawiałam czy jest sens i czy jeszcze ktoś tu zagląda.

środa, 28 października 2015

Tak wiele nas przytłacza.

źródło internet
Witam się ponownie :-)
Wiem, wiem, że piszę bardzo sporadycznie, ale nie chce robić nic na siłę - albo inaczej - na szybko po macoszemu byle tylko napisać.
Czas na prawdę bardzo szybko płynie. Sama nie ogarniam ile dni mi umyka i ile tygodni. Każdy dzień przypomina ten poprzedni a jedna wszystko w okół się zmienia. Widać to chociażby po pogodzie, która z pięknego lata przeszła nam w typową polską jesień... Nie ukrywam, nie mam kiedy zachwycać się pięknem jesieni, nie mam czasu przystanąć choć na moment by cieszyć się z poranka czy długich wieczorów jak było to kiedyś.

sobota, 19 września 2015

Chyba wrócimy...

Bardzo, oj bardzo dawno mnie tu nie było..
Jesteśmy, żyjemy i mamy się całkiem dobrze.
Lato minęło, trochę wypoczęłam, nabrałam dystansu do jednych spraw, do innych wręcz przeciwnie, ale generalnie bilans na plus.

piątek, 10 lipca 2015

to jeszcze nie koniec.

Dużo i często zastanawiałam się  nad tym czy pisać dalej.
Nie lubię robić czegoś na pół gwizdka. Jak coś robię to na 100%.
Tak samo jest z blogiem.
Sami widzicie, że jest mnie tu coraz mniej.
Może się wypaliłam, a może po prostu chcę odpocząć.
Coraz częściej czytam blogi i widzę tematy publikowane na siłę lub bardzo do siebie podobne. Nie chcę publikować podobnych.
Teraz są wakacje i pogoda sprzyja wycieczkom, aktywności, spędzaniu czasu na powietrzu co kocham.
Kiedyś, jeszcze przed narodzinami Jaśka, w trakcie leczenia nikt nie wyrwał by mnie wołem z domu, nawet jak musiałam coś załatwić to szybko byle wracać.
Dziwne, bo w młodzieńczych latach zawsze byłam aktywna, lubiłam rower, grałam  w siatkę, godzinami spacerowałam z psem.
Potem zatraciłam siebie, zatraciłam swoje pasje, swoją osobowość. Dziwne to takie nawet i dla mnie, bo patrząc z perspektywy czasu wydaje mi się, że patrzę na całkiem inną osobę.
Potem ogarnęło mnie szczęście, ciążą, potem narodziny Jaśka. I moje ja znowu ewoluowało. Janek jest dla mnie wszystkim i dla niego jestem w stanie zrobić wszystko. Dzięki niemu znowu pokochałam spacery, aktywność, tak jakby dodał mi sił.
Blog miał mi służyć by skrzętnie zapisywać tą część naszego życia, bo nie mam pamięci do dat i wydarzeń.
Nie pamiętam kiedy Jankowi wyszedł pierwszy ząbek, kiedy zaczął chodzić, kiedy były jako "pierwsze razy"...ale wiedziałam że tam gdzieś trochę miesięcy wstecz napisałam to na blogu....
Wiem teraz, że muszę nabrać dystansu, do bloga, blogerów, innych blogów.
Chcę zostawić te, które czytam namiętnie, te dla mnie ważne i wartościowe, a na drugi, trzeci plan wysunąć te do których zaglądam od czasu do czasu. Muszę wygospodarować czas tylko dla siebie, na przemyślenia i refleksję, tak mało go mam ostatnio. A przecież lubię wrzucić słuchawki na uszy, wziąć notatnik i notować.
Gdzieś zgubiłam ten zapał, nawet weny brak, brak skupienia i cierpliwości.
Wakacje jak mówią to czas odpoczynku i ja zamierzam z tego skorzystać. Zatem chwilowo zawieszam blog.
oczywiście pojawi się jeszcze recenzja książki, którą powiedzmy próbuje dokończyć. Może pojawi się jakiś spontaniczny wpis. Ale więcej nie mogę chwilowo obiecać. Czuję się zmęczona i muszę nabrać sił. Zapewne wiele z was dopadł taki kryzys.  Wiem, że dużo z was odejdzie i będę musiała zaczynać od początku - ale kto nie ryzykuje ten nie ma. Oczywiście jeśli ktoś ma ochotę nadal jestem dostępna pod adresem mailowym i zawsze odpiszę.
Myślę, że niebawem się spotkamy. Może nawet szybciej niż sama się będę tego spodziewała. Tymczasem miłego odpoczynku.
Jeśli podczytuje mnie ktoś, kto prowadzi bloga, którego jeszcze nie czytałam, zostawcie link. Teraz bez wyrzutów sumienia będę mogła się wgryźć w lektury innych blogerów.
Pozdrawiam Was Ciepło.
Dziadzia i Jaś

środa, 17 czerwca 2015

Jeszcze poczekam...

Czekam...
To ostatnio moje ulubione słowo -choć zajęcie znienawidzone. bo ostatnio tylko na coś czekam...
Pierw na wiosnę, potem na lato, na zwrot z podatku, na więcej słów Jaśka, na pracę, na samodzielne jedzenie...mogłabym tak w kółko....

wtorek, 9 czerwca 2015

Czas tak szybko płynie...

Oj nie ogarniam już tego jaki jest dzień tygodnia, a o dacie to już nie wspomnę...też tak macie?
Moje życie kręci się w okół :śniadanie, zabawa, spacer, obiad, drzemka, obiad, spacer, kolacja, kąpanie i wolne....po czym wymawiam hurra pełna nadziei że mam czas dla siebie i zasypiam :-)

sobota, 23 maja 2015

Tak na szybko!

U nas po staremu..
Czas tak szybko płynie, że brakuje mi paru godzin by wszystko związać w jedną całość. Doba zdecydowanie powinna być dłuższa...i mój synek ostatnio dba o to maksymalnie gdyż dziś np. obudził mnie o 4 i wcale nie miał ochoty na spanie..więc chcąc nie chcąc jestem na nogach od świtu.. Co najlepsze leży w łóżeczku i z odgłosów wydobywających się z niani elektronicznej wcale nie ma ochoty na popołudniową drzemkę :-)

środa, 13 maja 2015

Pochłonęła nas wiosna i miłość.

 Nie było nas długo. Trochę dlatego, że szkoda nam dnia - którego większą część spędzamy na powietrzu, potem bajka, kolacja,  kąpanie i padam zmęczona - a troszkę dlatego, iż przygotowywaliśmy się na przyjęcie w domu dwulatka. 
Tak mamy dwulatka pełną gębą.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Ach jak przyjemnie

Wow...wreszcie mamy słońce. Bo już na prawdę się stęskniłam.
Aż się żyć chce.
My już dzisiaj po sprzątaniu, po spacerze, obiad ugotowany. Tylko odpoczywać.
Janek właśnie to robi gdyż udał się na drzemkę, a ja wertuje strony z ofertami o pracę ale niestety jakoś nic nie przykuło mojej uwagi a na prawdę nie mam wygórowanych oczekiwań

czwartek, 26 marca 2015

Nasz Śpiworek

Jak wiecie jakiś czas temu zakupiliśmy Jaśkowi śpiworek. Dużo osób pytało nas o niego, więc postanowiłam napisać o nim słów parę.
Śpiworek nie jest sponsorowany przez firmę, kupiliśmy go 100% za własną gotówkę więc proszę się nie doszukiwać taniej reklamy czy listów pochwalnych.

wtorek, 10 marca 2015

o wszystkim i o niczym

Oj jak przyjemnie i wiosennie się zrobiło. Wreszcie można dłużej posiedzieć na powietrzu. I tak ogólnie jaśniej, mniej depresyjnie - choć już straszą załamaniem pogody.
Chyba tego najbardziej nie lubię - gdy już schowam zimowe kurtki głęboko do szafy a tu znowu trzeba wyciągnąć.  Mam nadzieje że tak tylko straszą i tak źle nie będzie.
My oczywiście korzystamy póki możemy z przywilejów pogody i spacerujemy ile się da.
Oczywiście wraz z kolegą Jasia Pawełkiem


piątek, 27 lutego 2015

Jest zielone światło....

Wróciłam ze szpitala...ten pobyt tak mi się przedłużał, jakby co najmniej tydzień minął a nie trzy dni.

Wyjechałam w środę, wiadomo, dzień przed trzeba się zameldować i przejść trochę badań :-)
Wybrałam się w drogę sama gdyż jakoś tak się zdarzyło że szofera brak. Wyjechałam o świcie a może nawet ciemną nocą, natrafiłam przy okazji na fatalny deszcz i bliskie spotkanie z sarną...Na szczęście nie jechałam zbyt szybko i udało się wyhamować. Całą drogę zastanawiałam się czy dojadę do celu skoro już po 30 minutach drogi takie atrakcje.

sobota, 21 lutego 2015

Mój pierwszy BLOG!

Z góry uprzedzam, to nie jest żadna reklama, nawet nie znam tej kobiety, nawet niewiele a może nawet wcale nie komentuje u niej na blogu, ale mimo wszystko dużo mnie nauczyła. 
Mając przerwę dużo myślałam czy nadal prowadzić blog, zdawało mi się to pozbawione sensu. Musiałam przypomnieć sobie sens z jakim zaczęłam się tu udzielać.

czwartek, 19 lutego 2015

kopę lat :-)

Witam ponownie,

Oj kurczaczek...ale mnie tu długo nie było.
Wiecie, myślałam nawet żeby zawiesić działanie bloga. Nie mogłam znaleźć czasu i pomysłów na posty a jak miałam ochotę o czymś napisać okazywało się, że gada o tym pół interentów ;-)
Nie, nie odeszła bym tak o! bez pożegnania...natomiast musiałam jakoś się ogarnąć, i wyszukać czas.
Jasiek rośnie i staje się baardzo absorbujący, niegdyś siedział w jednym miejscu i po prostu się bawił...ostatnio jednak włączył mu się szwendacz i łazi w te i wewte wtykając swoje łapki zazwyczaj tam gdzie nie powinien... mamy też straty...główna to zegarek tatuśka, który dostał ode mnie niegdyś w prezencie...o reszcie nie wspomnę...

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Myślę więc jestem...

Witam po tak długiej nieobecności...
Jakoś nie mogłam się zebrać by cokolwiek napisać..choćby parę zdań świątecznych życzeń...
nie wiem...nie wiem dlaczego...nie czuję weny...nie mam pomysłu...nie mam....
Chyba zbyt dużo dzieje się w mojej głowie...tylko w mojej głowie...co muszę przetrawić sama ze sobą...muszę niektóre rzeczy zaakceptować..baaa...może nawet się z nimi zaprzyjaźnić...

wtorek, 9 grudnia 2014

W oczekiwanie na Gwiazdkę...tą pierwszą gwiazdkę...

Czas ostatnio gwałtownie przyspieszył...
Nie mam chwili wytchnienia na przemyślenia które lubię...lubię analizować, myśleć, planować, pomimo iż ostatnio ciężko być pewnym nawet jutrzejszego dnia.
Już niedługo kończę pracę, na nową się nie zanosi, więc Nowy Rok nie zapowiada optymizmu.
Święta za pasem, a ja wgapiona w monitor widzę jak większość dostaje przedświątecznej gorączki.
Choinki już poubierane od dwóch tygodni, pierniczki już w puszkach i słojach, domy przybrane, wysprzątane, wszędzie pachnie czystością i piernikiem...

piątek, 7 listopada 2014

Cały czas jestem..

Jestem..cały czas jestem.
Czytam, śledzę, czasem komentuję...ale nie mam weny by coś pisać..
Dopadło mnie zmęczenie...zarówno fizyczne jak i to psychiczne.
Nie mogę znaleźć równowagi, spokoju, wyciszenia.

czwartek, 23 października 2014

..dzień uważam za udany...

Dziś brzydko, mokro, szaro i przede wszystkim zimno...a mimo wszystko nie popadam dziś w melancholie...
Rano jak tylko Jasiek wstał wybraliśmy się na łowy do Lidla....w sumie tak trochę z ciekawości do oferowanych tam kurtek i odzieży zimowej...