środa, 2 lipca 2014

Spanie, cycowanie, siusianie...wychowywanie i tresowanie...

źródło: http://www.malyindywidualista.com/


tak właśnie...czasem długo zastanawiam się nad tym którą drogą pójść, w którym kierunku i wg którego fachowca...tak...właśnie tak..chodzi mi o wpojenie pewnych zasad, nauczenie czegoś pożytecznego...wychowanie...
I po przeczytaniu wielu poradników, uczonych w piśmie i mowie dochodzę do wniosku coraz częściej że mnie powaliło..czemu?

 na samą myśl o tym że zamiast użyć własnej intuicji, własnego ciepła pragnę poeksperymentować na swoim dziecku i tresować jak zwierzątko..a kiedy naszła mnie taka refleksja..a otóż myśląc o odcycowaniu przed oczami stanęła mi wizja usypiania...przecież moje dziecie usypia tylko przy cycku...zatem wzięłam się do nauki samodzielnego usypiania..ileż to ja forum nie zwiedziłam, ile blogów nie przeczytałam...ile poradników nie przejrzałam...nakręcona wynikami sposobu minutowego nie będę wymieniać nazwisk prekursorów...w skrócie dla tych co nie czytali metoda polega na położeniu dziecka do łóżeczka , wyjściu, a przy proteście dziecka powrót najpierw po 3min, potem dystans zwiększamy np 5 min itp..  owszem w naszym przypadku Janek usnął...ale całą noc budził się kręcił...pobudki były z żałosnym krzykiem...a moje dziecię przyzwyczajone do samodzielnego spania w łóżeczku w swoim pokoju od ok 3 miesiąca życia zawsze jak wstaje to tylko nawołuje..tutaj była noc z żałosnym płaczem...zupełnie odwrotny skutek... i czemu miała by służyć ta metoda...dla mnie do dupy są te wszystkie poradniki...moje dziecko potrzebuje czułości, przytulenia, wyciszenia, więc mu ją dam..przyjdzie pora będzie zasypiał sam przy książeczce..widocznie nie jest jeszcze gotowy...ale nie będę wzmacniać u niego przekonania że mama cię zostawia....metoda może i jest skuteczna..bo dziecko zasypia samo w łóżeczku..ale albo z wykończenia spłakane, albo z kapitulacji spowodowanej dominacją dorosłego...i co z tego że przychodzimy tulimy głaskamy jak za chwile opuszczamy i dziecko nie kuma wcale dlaczego...
I idąc za ciosem przemyślałam niektóre sprawy dotyczące wychowania...tak bardzo staramy się być idealnymi rodzicami, tak bardzo chcemy dobrze sprawdzić się w rolach rodziców, tak często chcemy przechytrzyć dziecko że zapominamy czasem co tak na prawdę jest ważne... chcemy na siłę nie raz wpoić jakieś zasady, nauczyć na siłę czegoś nowego...a przecież każde dziecko jest inne...na wszystko przyjdzie pora...zamiast czytać tysiące poradników wystarczy nie raz poobserwować i wybrać najlepszy czas i odpowiednią porę..bez znajomości naszego dziecka nawet najlepsze poradniki nie pomogą..ba nawet zaszkodzą..nabawimy się nerwicy i zafundujemy naszym dzieciom stres..fakt..jest duży napór szczególnie w blogosferze na świetne wychowanie, idealne odpieluchowywanie, szybkie zasypianie...dzieci niemalże w 3 miesiącu same jedzą,same śpią, sikają do nocników i myją zęby...  ale ludzie spokojnie..nie zabierajmy dzieciom dzieciństwa...chce z spać z mamą i tatą..jeśli pasuje to wszystkim czemu nie, śpi samodzielnie bo tak lubi..czemu nie...pije mleko modyfikowane..pasuje wszystkim, wszyscy są szczęśliwi czemu nie... doi cyca mimo 1,5 roku pasuje to wszystkim, wszyscy szczęśliwi...jaki problem?? je samodzielnie mimo ze jak świnka super cieszmy się jeśli każdy ma z tego zabawę...nie je samo mi mimo 2 lat ale lubimy wspólne jedzenie czemu nie...
Wychowujmy tak by nie robić na siłę czegoś do czego nie jesteśmy i my przekonani...  do wszystkiego musimy dojrzeć sami...i muszą dojrzeć do tego nasze dzieci...wtedy każdy postęp będzie dla nas dumą i radością...Szukajmy sposobów dopasowanych do naszych dzieci i naszych realiów... ja za nic w świecie nie wrócę do metody przedstawionej powyżej..wiem, że obydwoje nie czujemy się z tym dobrze...już wolę, kołysać śpiewać tulić, nawet usypiać w wózku...ale wiem że moje dziecko będzie zasypiać z uśmiechem na twarzy i w poczuciu bezpieczeństwa..z czasem dorośnie i sam zrezygnuje z kołysania i śpiewania...mam taką nadzieję ;-)
Myślę że musimy włączyć na powrót swoją macierzyńską i tacierzyńską intuicję..bo w czasach internetu, wszechogarniających mediów gdzieś nam się zatraca zdolność samodzielnego myślenia..ciągle szukamy poparcia czy dobrze robimy, dobrze wychowujemy.... ale przecież dziecko jest wyznacznikiem naszej ciężkiej pracy, naszej walki o dobre wychowanie... jeśli ono będzie szczęśliwe a przy tym zdobędzie pożądane przez nas umiejętności to będzie dla nas poparcie dobrych wyborów i słusznych decyzji... więc wytężajmy wzrok i słuch..wsłuchujmy się w wołanie i potrzeby naszych maluchów... przymróżmy oczy na "dobre rady" fachowców... przesiewajmy przez sito rady wspaniałych poradników...i korzystajmy ze zdrowego rozsądku...oczywiście nie popadajmy w tym w skrajność nie tworząc zasad i nie ucząc dobrych manier..po prostu wychowujmy a nie tresujmy :-)

7 komentarzy:

  1. Wszystko ze zgodą dla siebie samych i dla dobra dzieci. Ostatnio widziałam 7-latka, którego rodzice "hodowali, nie wychowywali", wiec pozwalali mu na wszystko i jest okropnym wstręciuchem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "hodowanie" szczególnie bije po oczach...

      Usuń
  2. Ja raczej kieruję się intuicją niż poradnikami itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba najbezpieczniejsza opcja dla mamy taty i dzieci ;-) Ja chyba musiałam do tego dojrzeć że poradniki to nie wszystko...fajnie jest poczytac i poznac inne opcje ale intuicja ponad wszystko..

      Usuń
  3. Wychowanie to nie może być tresowanie! :) Wychowanie dziecka to przede wszystkim ofiarowanie mu miłości, naszej cierpliwości i poświęcenie każdej wolnej chwili żeby przekazać MU to co naszym zdaniem jest dla niego ważne :). Nic na siłę, czasem poradniki wywołują jeszcze większy problem zamiast go likwidować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieknie napisane. Jestem tego samego zdania.

      Usuń
  4. Ja na początku czytałam poradniki, fora, blogi. Wysłuchiwałam, jaka to jestem głupia, że dziecko ma już pół roku, a dalej śpi ze mną, że powinnam już nauczyć samodzielnego zasypiania, że innych dzieci, to potrafią to czy tamto. Powodowało to u mnie frustracje i zwyczajne wkurzenie na własne dziecko, że tamto potrafi, a ten nie. Aż pewnego dnia, na szczęście bardzo szybko, zrozumiałam, że to do niczego nie prowadzi, że będzie co ma być, przecież do 18-tki nie będzie spał ze mną, nie będzie doił cycka i w ogóle wielu rzeczy nie będzie, a wielu się nauczy. No i odpuściłam. I wiesz co? Żyje nam się lepiej, a Fi powolutku sam do wszystkiego dojrzewa.

    OdpowiedzUsuń

Informuję, iż Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu :-)
Strefa wolna od hejtu i obraźliwych komentarzy!!